Ja już szczerze
W nic nie wierze
I dlatego wszyscy bardzo
Ludźmi podobnymi gardzą
Bo naprawdę mam już dość
Życie daje wszystkim w kość
Ale że ja się nie lubię
To odpadnę w pierwszej próbie
Miałem mało oraz dużo
Czasem nawet wszystko grało
Ale w mojej wątłej duszy
Coś się wiecznie kruszy
Czy Bogowie mnie słuchają?
Czy mym życiem w karty grają?
Czy mnie ciągną w dobrą stronę?
Czy jestem tylko balonem?
Napełnili mnie więc helem
I stworzyli zwykłym zerem
Abym dla cudzej uciechy
Zginął jak Mesjasz za grzechy
Lecz naprawdę wiem, że wina
Jest jednego skurwysyna
Co się rzeczy tylu boi
Że już nic go nie ukoi
Gdy spoglądam w swoje lustro
Widzę tylko mordę jego
Może kiedyś go zabiję
Lub zwierciadło się rozbije
Niech ktoś mi ukróci życie
Bo w tym życiu nawet picie
Jest jedynie cieniem smutku
Co zabija powolutku
Puenta zatem będzie taka:
"Zamiast wiersza wyszła sraka"
I choć nic w tym zabawnego
Życzę ja Ci dnia dobrego
środa, 11 lipca 2018
niedziela, 8 lipca 2018
Pieprz w mydle
(Poetyka absurdu, opowiadanie groteskowe)
Wacław
obudził się i zamrugał kilka razy oczami. Leniwie obrócił głowę,
a następnie skierował wzrok w stronę okna. Przez moskitierę
dostrzegł, że jest ciemno. Oznaczało to, że musiał przespać
cały dzień. Zaklął cicho. Wiedział, że gdy tylko wróci do
domu, żona zrobi mu awanturę. Oczywiście planował zostawić jej
kartkę na stole. Nie chciał, żeby martwiła się, gdy będzie
odwiedzał swojego starego przyjaciela. Jednak Wacław był bardzo
zapominalski. Pamiętał, by zostawić informację. Zapomniał
jedynie, że jego żona nie potrafi czytać. „Jestem pewien, że
ktoś jej to przeczyta” pomyślał w pierwszej chwili Wacław, ale
potem przypomniał sobie coś jeszcze. „Nie umiem pisać...”
Nieco
zestresowany postanowił, że napije się czegoś odświeżającego,
co pomoże mu w zachowaniu spokoju ducha w tej sytuacji. Udał się
do kuchni, ale wszystko było zamknięte i w zasięgu wzroku nie
znalazł niczego, co nadawałoby się do spożycia. Początkowo
próbował otworzyć lodówkę, ale ktoś musiał ją bardzo
szczelnie zamknąć, ponieważ nawet wykorzystując maksimum sił
swoich wiotkich ramion, Wacław nie był w stanie dostać się do
zapieczętowanej żywności. Kilkakrotnie uderzył w drzwi lodówki,
próbując dostać się do trzymanych wewnątrz smakołyków, okazało
się to jednak zupełnie nieskuteczne. Nie chcąc budzić gospodarzy,
Wacław postanowił, że sam znajdzie sobie coś do skonsumowania.
Ruszył więc w stronę stodoły, gdzie miał nadzieję zdobyć
trochę napoju. Zaczął przemieszczać się między krowami i
dokładnie je lustrować. Chciał, żeby jego mleko było idealne.
Zwracał uwagę na najmniejsze szczegóły, jak ułożenie łat, ich
kolor oraz wielkość… właściwie zwracał uwagę wyłącznie na
łaty. W końcu znalazł idealną sztukę. Była to piękna krasula,
która wyglądała, jakby żywcem wyciągnięta z reklamy
telewizyjnej.
Wtem
Wacław usłyszał kroki, które dochodziły spoza stodoły.
Przestraszył się. Skąd mógł wiedzieć, czy jacyś rabusie nie
przyszli na tę farmę, odebrać gospodarzom stado bydła? Wacław
bał się, że jakiś paskudny drań mógłby zabrać mu jego
krasulę, której wyselekcjonowanie zajęło mu wszak dużo czasu i
wymagało sporo pracy. Wacław wiedział, że nie jest bohaterem i
nie ma szansy z uzbrojonym mężczyzną, kobietą czy dzieckiem. Był
jednak bardzo spragniony i ani myślał oddawać tę krowę, zanim
się napije. Wiedział, że musi działać błyskawicznie, jeśli nie
chce stracić okazji. Przyssał się do pachnącej sianem skóry i
zaczął łapczywie pić.
Nagle
drzwi od stodoły stanęły otworem, a w nich stał gospodarz. Był
to niski, brzuchaty mężczyzna o pokaźnym wąsie, którego jednak
nie należało ignorować, biorąc pod uwagę strzelbę „Remington
870”, dzierżoną przez niego pewnie i wymierzoną w kierunku
bydła. Wacław przełknął głośno ślinę. Chociaż jego skleroza
dodawała mu uroku (wyłącznie jego zdaniem), teraz naprawdę
żałował, że nie pamiętał, dlaczego nie miał waletować w tym
miejscu. Chciał po cichu opuścić stodołę, próbując przecisnąć
się przez dziurę w ścianie, ale usłyszał głos gospodarz.
Właściciel farmy wyważył drzwi do boksu w którym stała
zamknięta krasula i dostrzegł niezgrabnego Wacława. Natychmiast
wycelował w niego ze strzelby.
- Halina! - mężczyzna krzyknął obracając głowę do tyłu. - Znowu jakiś szkodnik nam się zalągł!
- Halina! - mężczyzna krzyknął obracając głowę do tyłu. - Znowu jakiś szkodnik nam się zalągł!
Szkodnik?!
Wacław rozumiał, że może niepotrzebnie włamywał się do cudzego
mieszkania, ale on nie nazywał tego aroganckiego grubasa takimi
epitetami! Nieproszony gość chciał odpowiedzieć na tę zaczepkę,
ale ucichł, gdy usłyszał pierwszy strzał. Wacław uniknął kuli,
chociaż wiedział, że dzieliły go od niej milimetry. Zaczął
miotać się po całym pomieszczeniu jak opętany, próbując uciec z
pola widzenia napastnika. Przerażona dźwiękiem krasula zaczęła
nerwowo poruszać się po pomieszczeniu. Kolejny strzał, a zaraz po
nim jęk konającego zwierzęcia. Właściciel tym razem trafił,
jednak nie Wacława, a swoją biedną krowę. Było ciemno, więc nie
zauważył tego w pierwszej chwili, ale gdy ujrzał, co uczynił,
chwycił się za głowę. Chwilę potem pobiegł w stronę leżącej
krasuli, próbując ją uratować. Wyciągnął kulę, zatamował
krwawienie i szybko zaczął zakładać opatrunek. Było już jednak
za późno. Gruby właściciel nie dostrzegł, że siadając obok
krowy, swoim brzuchem odebrał jej całkowicie dostęp tlenu. Udusiła
się na jego oczach.
-
O żesz w mordę… Halina! Chodź no tu! Musisz mi pomóc to
przenieść.
Do
środka stodoły weszła kobieta, równie urodziwa co jej mąż.
-
Gdzie intruz? Zabiłeś go?! Heniu, nie mów, że go zabiłeś!
Wiesz, że…
-
Nie zabiłem go, wariatko, spokojnie! Tam jest…
Mężczyzna
następnie wskazał miejsce, gdzie ostatnio widział Wacława, ale
jego już tam nie było. Korzystając z okazji wymknął się
większym otworem i znajdował się obecnie daleko za gospodarstwem.
„Nigdy już tu nie wrócę” powiedział ponownie, podobnie jak za
każdym razem, gdy odwiedzał okolicę. Teraz jednak miał jasno
określony cel. Póki było ciemno, miał zamiar dotrzeć do
przyjaciela. Już i tak był spóźniony, nie chciał trafić tam za
dnia, kiedy wszyscy będą spali. Chociaż bardzo się spieszył,
dotarł na miejsce późno. Nieśmiało wkroczył do domu swojego
znajomego. Było w nim ciemno, chłodno, wilgotno… idealnie. Wacław
był też pod wrażeniem lokalizacji. Po drugiej stronie ulicy stał
bar! Dodatkowo taki z rodzaju tych najlepszych, tanich.
-
Hej, Wacek! - Wacław usłyszał znajomy głos przyjaciela.
- Hej, Władek!
- Hej, Władek!
-
Jak ci się podoba mój nowy dom? Jesteśmy akurat w trakcie remontu,
ale…
-
Władek, daj spokój. Wasz dom jest fantastyczny. Ma świetną
lokalizację. Jest chłodno. Pewnie musieliście wydać na niego
fortunę!
- Myślisz? Właściwie to była okazja. Starzy właściciele się przeprowadzali, więc mogliśmy wprowadzić się niemal od razu.
- Myślisz? Właściwie to była okazja. Starzy właściciele się przeprowadzali, więc mogliśmy wprowadzić się niemal od razu.
-
Mówisz, że opuścili to miejsce? - zapytał zdziwiony Wacław. -
Cóż za szaleniec pozbywałby się takiej willi?
-
Nie mam pojęcia, dziwni byli. Francuskie pieski jeśli rozumiesz co
mam na myśli. Teraz opowiadaj, jak ci minęła podróż? - zapytał
go Władysław.
-
No… nic specjalnego. Poza faktem, że pewni właściciele rancza
próbowali mnie zabić!
-
Znowu? - zaśmiał się Władysław, chociaż Wacław zupełnie nie
rozumiał, dlaczego. - Przecież wiesz, że ludzie boją się
nietoperzy. Dlaczego nadal ich nachodzisz?
Władysław nie wiedział, co powiedzieć, ale czuł, że musi powiedzieć coś mądrego.
Władysław nie wiedział, co powiedzieć, ale czuł, że musi powiedzieć coś mądrego.
-
Wiesz… ja myślę, że życie bez ryzyka, jest jak mydło bez
pieprzu…
-
Po cholerę pieprz w mydle? - zapytał Władysław.
-
Nie wiem… ale skoro jest, to widocznie ma jakiś sens.
Władysław
nadal w pełni nie rozumiał, ale przytaknął Wacławowi, ponieważ
był starszy. Następnie obydwoje ruszyli w kierunku baru, gdzie
mogli spijać wysokoprocentowe trunki z podłogi, a nawet podgryzać
nieco wstawionych klientów. Wacław cieszył się, że wreszcie może
wypocząć w towarzystwie swojego najlepszego przyjaciela. Po
wszystkim położył się spać, a kiedy wstał, to - mimo bólu
głowy - był szczęśliwy. Wtem przyleciał jednak gołąb pocztowy
z papierami rozwodowymi. Wacław był bardzo zaskoczony, że ma…
miał żonę.
wtorek, 3 lipca 2018
Zemsta elektryka wysokich napięć
Elektryk wysokich napięć kojarzy się wam raczej z pewnym viralowym filmikiem, który cieszył się sporą popularnością na YouTube. To był taki zabawny film, gdzie starszy pan - prawdopodobnie romskiego pochodzenia - w sposób niewybredny wypowiadał się o sytuacji w naszym kraju. Jednak na pewno jesteście świadomi, że nie jest to jedyny polski elektryk, który znany jest w całym kraju. Zaryzykowałbym stwierdzenia, że ten drugi znany elektryk jest właściwie zabawniejszą postacią. Poza tym grał jednego z braci w słynnej bajce "Bolek i Lolek", tego głupszego, który zapomniał spalić teczkę... Teraz prawdopodobnie wszyscy dobrze wiecie o kogo mi chodzi, ale dla nie najostrzejszych narzędzi... chodzi mi oczywiście o prezydenta Wałęsę.
Jeśli uważacie, że prezydent Wałęsa nie jest wcale taki zły... to w sumie się z wami zgadzam. Nie chodzi mi o to, że jest zły, ale powiedzmy sobie szczerze. Pan prezydent ma bardzo wysokie ego, które niestety jest odwrotnie proporcjonalne do pokazywanej przez niego inteligencji (bo ja czasem próbuję sobie wmówić, że on tylko udaje). Domyślam się, że dla większości z was to nic odkrywczego. Jednak ostatnio prezydent zaczął pisać bardzo interesujące rzeczy na swojej stronie facebookowej, które przyznam, że przykuły moją uwagę.
Tak naprawdę gdy czytałem jego wypowiedzi to nie wiedziałem, czy chcę śmiać się, czy płakać. Pierwszy post, który chcę wam pokazać, został umieszczony na fanpage'u pana prezydenta Wałęsy... a następnie usunięty. Jednak pierwsza zasada internetu brzmi, że nic z niego nigdy nie znika. Nie trzeba było długo czekać, aż internauci zaczęli udostępniać post byłego prezydenta. Pomijając fakt, że napisany był... powiedzmy charakterystycznym dla prezydenta Wałęsy stylem, zawierał pewne niepokojące komunikaty. Z tego powodu ludzie zaczęli wysyłać go do polskiej policji, która ustosunkowała się do tego. Właśnie ten screen zamierzam wam pokazać, ponieważ widać na nim zarówno post byłego prezydenta, jak i odpowiedź policji.

Jakie jest wasze zdanie na ten temat? Moim zdaniem prezydentowi Wałęsie puściły nerwy i post ten napisał pod wpływem impulsu oraz pewnie dlatego go potem usunął. Nie sądzę, by naprawdę mógł stanowić jakieś zagrożenie dla rządu, czy policji, ale mimo wszystko dobrze, że ktoś się tym zainteresował.
Prezydent Wałęsa dwukrotnie tłumaczył się ze swoich słów i właściwie tutaj trochę mu współczuję, bo znalazł się w kiepskiej sytuacji, chociaż wyłącznie z własnej winy. Tłumaczenia prezydenta Wałęsy były dość nieudolne i właściwie nie wiem, czy można nazwać je tłumaczeniami, ponieważ prezydent przedstawił to tak, jakby nie miał się z czego usprawiedliwiać, bo jego słowa zostały przekręcone. To trochę smutne, że dawna głowa naszego państwa nie potrafi panować nad swoimi emocjami i najwyraźniej formułować sensownych wypowiedzi. Szczególnie, że jego słowa "Ja nikogo nie straszę nikomu nie grożę tylko informuję." (pisownia oryginalna), można potraktować właśnie jak groźbę, czyli skutek odwrotny do zamierzonego.
W każdym razie jeśli prezydent Wałęsa jednak sięgnąłby po broń na wiecu, który chce zorganizować, to pamiętajcie, że byliście "poinformowani".
Pamiętam, że gdy byłem zdecydowanie młodszy i chodziłem do podstawówki, nie byłem zbyt zorientowany w świecie. Wtedy prezydent Wałęsa jawił mi się jako faktyczny bohater, który obalił komunizm w Polsce. Najbardziej smutne nie jest nawet to, że były prezydent nakręcił jakąś inbę. Bardziej przygnębiające jest to, że weszło mu to w nawyk i raczej mało kto się dziwi, gdy słyszy, że były prezydent coś bredzi oraz strzela fochami na prawo i lewo. Czasem myślę, że jego słowa "nie chcem, ale muszem" stanowiłyby idealną odpowiedź na pytanie "czemu prezydent Wałęsa chce mieć reputację buraka?"
Jeśli jakoś inaczej zapatrujecie się na tę sprawę lub ogólnie na postać prezydenta, to zachęcam do komentowanie moich wpisów na moim blogu. Bardzo chętnie wysłucham każdego, kto ma inny punkt widzenia. Pozdrawiam i życzę dobrego dnia lub nocy.
Jeśli uważacie, że prezydent Wałęsa nie jest wcale taki zły... to w sumie się z wami zgadzam. Nie chodzi mi o to, że jest zły, ale powiedzmy sobie szczerze. Pan prezydent ma bardzo wysokie ego, które niestety jest odwrotnie proporcjonalne do pokazywanej przez niego inteligencji (bo ja czasem próbuję sobie wmówić, że on tylko udaje). Domyślam się, że dla większości z was to nic odkrywczego. Jednak ostatnio prezydent zaczął pisać bardzo interesujące rzeczy na swojej stronie facebookowej, które przyznam, że przykuły moją uwagę.
Tak naprawdę gdy czytałem jego wypowiedzi to nie wiedziałem, czy chcę śmiać się, czy płakać. Pierwszy post, który chcę wam pokazać, został umieszczony na fanpage'u pana prezydenta Wałęsy... a następnie usunięty. Jednak pierwsza zasada internetu brzmi, że nic z niego nigdy nie znika. Nie trzeba było długo czekać, aż internauci zaczęli udostępniać post byłego prezydenta. Pomijając fakt, że napisany był... powiedzmy charakterystycznym dla prezydenta Wałęsy stylem, zawierał pewne niepokojące komunikaty. Z tego powodu ludzie zaczęli wysyłać go do polskiej policji, która ustosunkowała się do tego. Właśnie ten screen zamierzam wam pokazać, ponieważ widać na nim zarówno post byłego prezydenta, jak i odpowiedź policji.

Jakie jest wasze zdanie na ten temat? Moim zdaniem prezydentowi Wałęsie puściły nerwy i post ten napisał pod wpływem impulsu oraz pewnie dlatego go potem usunął. Nie sądzę, by naprawdę mógł stanowić jakieś zagrożenie dla rządu, czy policji, ale mimo wszystko dobrze, że ktoś się tym zainteresował.
Prezydent Wałęsa dwukrotnie tłumaczył się ze swoich słów i właściwie tutaj trochę mu współczuję, bo znalazł się w kiepskiej sytuacji, chociaż wyłącznie z własnej winy. Tłumaczenia prezydenta Wałęsy były dość nieudolne i właściwie nie wiem, czy można nazwać je tłumaczeniami, ponieważ prezydent przedstawił to tak, jakby nie miał się z czego usprawiedliwiać, bo jego słowa zostały przekręcone. To trochę smutne, że dawna głowa naszego państwa nie potrafi panować nad swoimi emocjami i najwyraźniej formułować sensownych wypowiedzi. Szczególnie, że jego słowa "Ja nikogo nie straszę nikomu nie grożę tylko informuję." (pisownia oryginalna), można potraktować właśnie jak groźbę, czyli skutek odwrotny do zamierzonego.
W każdym razie jeśli prezydent Wałęsa jednak sięgnąłby po broń na wiecu, który chce zorganizować, to pamiętajcie, że byliście "poinformowani".
Pamiętam, że gdy byłem zdecydowanie młodszy i chodziłem do podstawówki, nie byłem zbyt zorientowany w świecie. Wtedy prezydent Wałęsa jawił mi się jako faktyczny bohater, który obalił komunizm w Polsce. Najbardziej smutne nie jest nawet to, że były prezydent nakręcił jakąś inbę. Bardziej przygnębiające jest to, że weszło mu to w nawyk i raczej mało kto się dziwi, gdy słyszy, że były prezydent coś bredzi oraz strzela fochami na prawo i lewo. Czasem myślę, że jego słowa "nie chcem, ale muszem" stanowiłyby idealną odpowiedź na pytanie "czemu prezydent Wałęsa chce mieć reputację buraka?"
Jeśli jakoś inaczej zapatrujecie się na tę sprawę lub ogólnie na postać prezydenta, to zachęcam do komentowanie moich wpisów na moim blogu. Bardzo chętnie wysłucham każdego, kto ma inny punkt widzenia. Pozdrawiam i życzę dobrego dnia lub nocy.
niedziela, 1 lipca 2018
Zobaczymy jak będzie w lipcu
“Cieszy mię ten rym: „Polak mądr po szkodzie”;
Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.”
29 czerwca byłem (tak jak zapowiadałem wcześniej) na proteście przeciwko wprowadzeniu artykułu 13 przez Unię Europejską. Nie byłem sam, bo poszedłem na to wydarzenie z dwójką moich przyjaciół. Nie byliśmy może najbardziej aktywnymi protestującymi, ponieważ wszyscy jesteśmy dość introwertyczni i właściwie nie chcieli "drzeć ryja". Jednak byliśmy, nawet jeśli tylko chwilę (mógłbym stać tam właściwie znacznie dłużej, ale moim przyjaciołom nudziło się stanie i koniecznie postanowili iść na spacer, za co właściwie ich nie winię). Znacznie gorsze było to, że w Poznaniu było bardzo mało ludzi w ogóle. Ja wiem, że akcja na pewno przebiegła głośniej w stolicy, bo tam wszystko z reguły jest głośniejsze. Więcej ludzi mogło też być w innych miastach, ale w Poznaniu było naprawdę niewielu. Tysiące osób wyraziło zainteresowanie, setki zaznaczyły, że wezmą udział w tym kilku moich znajomych. Oczywiście rzeczywistość okazała się brutalna.
Polacy mają pewien brzydki nawyk. Biorą sprawy w swoje ręce, dopiero kiedy stoją po kolana w gównie. Możecie mi mówić, że przesadzam i te artykuły wcale nie będą takie straszne, ale ta apatia wśród wielu ludzi jest straszna. Spójrzcie jak wielu ludzi w internecie (także z mojego miasta) pisało, że trzeba coś zrobić i nie można pozwolić, żeby to przeszło. Jednak reakcja ludzi prawie zerowa. Ludzie (nie tylko Polacy) wolą krzyczeć na coś z daleka i kręcić nosem, wolą krytykować to lub wyśmiewać w internecie, niż faktycznie coś zrobić. Sam też często jestem zbyt leniwy, żeby podjąć jakieś działanie i zadowalam się półśrodkami, ale proszę was! Tak kontrowersyjne artykuły prawne nie pojawiają się regularnie, więc jak już o nich wiemy, to czemu mamy siedzieć i czekać? Żeby potem narzekać, jak to jest źle? Nawet ja raz na ruski rok wychodzę z piwnicy, a jestem typowym domatorem. Nie lubię wychodzić w miasto, gdzie jest dużo ludzi, ale pewne akcje wymagają wsparcia. Jeśli my nie potrafimy czegoś zrobić, żeby chociaż okazać nasze niezadowolenie i zamanifestować... Jeśli nie potrafimy pokazać, że coś wydaje nam się złe i stoi w sprzeczności z naszymi poglądami... Jeśli nie potrafimy pokazać, że potrafimy zjednoczyć się, gdy mamy wspólny cel i okazać siłę, pomimo różniących nas rzeczy... To jakie tak naprawdę mamy prawo oczekiwać, że ktoś weźmie nas pod uwagę?
Jak naprawdę będzie to wszystko działać dowiemy się już na początku lipca (stąd tytuł), ale nie wygląda to kolorowo. Mam nadzieję, że to wszystko co możemy przeczytać o artykule 11 i 13 to przesada, że nie będzie to wcale tak bardzo radykalne, jak ludzie piszą. Istnieje szansa, że tak będzie i życzę wszystkim, żeby tak było, albo jeszcze lepiej, żeby te artykuły nie zostały przegłosowane, żeby nie wchodziły w życie, bo w ten sposób na pewno unikniemy jakiegokolwiek zamieszania. Jednak jak będzie dopiero się dowiemy i zobaczymy, czy kolejny raz cytat Kochanowskiego znajdzie zastosowanie (w końcu wszyscy pamiętali Acta)... Mam jednak nadzieję, że nie będę musiał płacić, czy sam sobie wypisywać zgody, żeby udostępniać moje teksty. Pozdrawiam. (Zdjęcie wykonane przez jednego z towarzyszących mi kumpli)
czwartek, 28 czerwca 2018
Ten internet to w sumie jest fajny
Nie będę owijał w bawełnę, bo nie spodziewam się, by ktokolwiek to czytający, nie słyszał w ogóle o artykułach 11 i 13, które mogą zostać wprowadzone na terenie UE. Jednak jeśli ktoś nie słyszał lub nie wie wiele, to zachęcam do przeczytania o tym, jak Unia Europejska może wprowadzając te artykuły w życie, znacznie ograniczyć naszą wolność słowa w internecie. Dowiecie się tego np. tutaj --> jak na ironie linki mają być płatne...
Nie będę dużo mówił o samej akcji, bo w internecie o niej coraz głośniej, ale ponieważ sam też trochę się w nią włączam, to pomyślałem, że czemu nie napisać. W wielu polskich (i pewnie też europejskich) miastach organizowane będą protesty. Nawet jeśli same wzięcie udziału niewiele zmieni, pokaże nasz sprzeciw wobec cenzurowania internetu. W Poznaniu taki protest będzie miał miejsce wieczorem 29 czerwca w centrum miasta i sam planuję się na niego udać. Na udostępnionej przeze mnie stronie (link wyżej) znajdziecie też inne sposoby na włączenie się do walki przeciw wprowadzeniu tych artykułów. Możecie napisać email, zadzwonić, czy chociaż wysłać tweeta do posłów Parlamentu Europejskiego.
Jeśli możecie coś zrobić, to bardzo was do tego zachęcam, ponieważ los internetu zostanie ostatecznie przesądzony do 5 lipca bieżącego roku. Jako "bloger" (nie wiem czemu, ale jakoś nie pasuje mi to określenie) i aktywny internauta jestem bardzo zaniepokojony przyszłością internetu i mam nadzieję, że może kogoś zachęcę lub umocnię w przekonaniu, że o wolność słowa w sieci warto walczyć. Polecam też, by wszyscy nastawieni bardziej sceptycznie, poszperali trochę w internecie i sami wynieśli wnioski, co powinni zrobić. Na koniec dam jakiegoś tematycznego mema i powiedziałbym, że "lex retro non agit" ("prawo nie działa wstecz"), ale miejmy nadzieję, że po 5 lipca nadal będzie wolno wstawiać memy, ponieważ nie chciałbym kończyć tego tekstu pesymistycznym akcentem. Udostępniam też powiązany ze sprawą utwór (nie jest to mój ulubiony gatunek muzyczny, ale piosenka dobrze mówi o problemie). Pozdrawiam i miejmy nadzieję, że wszystkie moje przyszłe wpisy, nie będą musiały dostosowywać się do nowych przepisów ;)
Nie będę dużo mówił o samej akcji, bo w internecie o niej coraz głośniej, ale ponieważ sam też trochę się w nią włączam, to pomyślałem, że czemu nie napisać. W wielu polskich (i pewnie też europejskich) miastach organizowane będą protesty. Nawet jeśli same wzięcie udziału niewiele zmieni, pokaże nasz sprzeciw wobec cenzurowania internetu. W Poznaniu taki protest będzie miał miejsce wieczorem 29 czerwca w centrum miasta i sam planuję się na niego udać. Na udostępnionej przeze mnie stronie (link wyżej) znajdziecie też inne sposoby na włączenie się do walki przeciw wprowadzeniu tych artykułów. Możecie napisać email, zadzwonić, czy chociaż wysłać tweeta do posłów Parlamentu Europejskiego.
Jeśli możecie coś zrobić, to bardzo was do tego zachęcam, ponieważ los internetu zostanie ostatecznie przesądzony do 5 lipca bieżącego roku. Jako "bloger" (nie wiem czemu, ale jakoś nie pasuje mi to określenie) i aktywny internauta jestem bardzo zaniepokojony przyszłością internetu i mam nadzieję, że może kogoś zachęcę lub umocnię w przekonaniu, że o wolność słowa w sieci warto walczyć. Polecam też, by wszyscy nastawieni bardziej sceptycznie, poszperali trochę w internecie i sami wynieśli wnioski, co powinni zrobić. Na koniec dam jakiegoś tematycznego mema i powiedziałbym, że "lex retro non agit" ("prawo nie działa wstecz"), ale miejmy nadzieję, że po 5 lipca nadal będzie wolno wstawiać memy, ponieważ nie chciałbym kończyć tego tekstu pesymistycznym akcentem. Udostępniam też powiązany ze sprawą utwór (nie jest to mój ulubiony gatunek muzyczny, ale piosenka dobrze mówi o problemie). Pozdrawiam i miejmy nadzieję, że wszystkie moje przyszłe wpisy, nie będą musiały dostosowywać się do nowych przepisów ;)
sobota, 23 czerwca 2018
Tak właściwie... nie jestem szczęśliwy, czyli o własnych słabościach
Dawniej zdarzało się, że przerwy między publikacją jednego tekstu, a drugiego, były naprawdę duże. Czasem pisałem nawet dwa razy w tygodniu, ale innym razem cały miesiąc trwała posucha. Nie wiem, czy tym razem uda mi się pisać więcej, ale bardzo bym chciał. Czym będzie ten tekst? Cóż tytuł zdradza już dużo, ale właściwie głównym celem jest dla mnie katharsis, które mam nadzieję osiągnę, gdy ten tekst zostanie już przeze mnie napisany. Co to będzie? Jak się domyślacie nie będzie to żaden utwór fikcyjny, nie będzie to wiersz, opowiadanie, ani dramat. Nie będzie to rozprawką, bo jak żałośnie wyglądałaby taka rozprawka... chciałbym, żeby to był esej, chciałbym. Chciałbym to tutaj słowo klucz. Mimo chęci jestem pewien, że ostatecznie wyjdzie mi coś zupełnie innego, ale mam nadzieję zdatnego do przeczytania. Nie będę was zmuszał, żebyście czytali tekst do końca, ale na pewno będzie mi bardzo miło, jeśli jednak się na to zdecydujecie. Poza tym czytając o tym jak nieogarniętym człowiekiem jestem, może podniesiecie własną samoocenę.
Na początek chcę podziękować tej części z 14 czytelników, którzy dotarli chociaż do tego akapitu. Właściwie przesadzam, jest was 13, bo jedno polubienie pochodzi z mojego własnego konta. Piszę prawie rok, a postępy uczyniłem niewielkie. Nie wiem, czy lepiej piszę, ale nawet jeśli nabrałem jakieś praktyczne doświadczenie, najwyraźniej nie przekłada się ono na liczbę czytelników. Tutaj jednak żal mogę mieć wyłącznie do siebie. Wiem, że powinienem po prostu bardziej reklamować swoją twórczość, że nie powinienem się jej wstydzić... a jednak tak cholernie się jej wstydzę. Gdybym zamieścił linka z jakimś ciekawym tekstem na przynajmniej kilku grupach lub stronach, miałbym szansę powiększyć grupę swoich czytelników. Wzrost nie musiałby być duży, może wyniósłby tylko kilkanaście osób... mam nadzieję, że nie mniej, ale przynajmniej coś by wzrosło. Jednak nie wzrasta nic. Piszę, tworzę, poświęcam czas, usuwam, edytuję... Mam nadzieję, że chociaż te 13 osób odwiedzających tę stronę czyta te teksty i potem wysuwa własne wnioski, snuje refleksje lub przynajmniej uważa to za miłe spędzenie chwili. Jednak "nadzieja matką głupich", co w moim przypadku sprawdza się chyba doskonale! Prawdopodobnie nie tylko za rok, ale i za 10 lat liczba czytelników nie wzrośnie, ponieważ nie będę miał dość odwagi, by gdziekolwiek pokazać to co napisałem.
Teraz jednak przemyślmy dlaczego się tak wstydzę... to też właściwie nie trudne. Po prostu kiepsko piszę. Nie ma co ukrywać, najlepiej napisane są moje opowiadania, ale nawet one dalekie są od perfekcji. Ze wszystkich utworów jakie napisałem, bardzo niewiele zostało w ogóle docenionych. Czasem otrzymuję informację w rodzaju "to było ciekawe/zabawne/etcetera" i wtedy jest mi bardzo miło, bo wiem, że faktycznie ktoś przeczytał, to co napisałem, a nawet z jakiegoś powodu spodobał mu się dany tekst. Dziękuję, że czasem tak piszecie, ale ponieważ piszecie to tak rzadko, mam pewność, że większość utworów albo nie jest przez was czytana w ogóle, albo uważacie je za zbyt mierne, żeby wyrazić o nich opinię. To nie jest nic złego z waszej strony, bowiem macie pełne prawo, żeby uważać co chcecie i czytać co chcecie, ale udowadnia mi, że pisarz ze mnie, jak (za przeproszeniem) "z koziej dupy trąba".
Ktoś nieco bardziej złośliwy może zapytać, czemu zatem piszę? Mogę zająć się przecież czymś pożytecznym... tylko nie mogę. Chociaż chciałbym uważać się za erudytę i człowieka oświeconego... daleko mi do tych archetypów. Co więcej wiem trochę na każdy temat, ale tak naprawdę trudno byłoby mi wskazać jedną rzecz, którą zgłębiłem w 100%. Ale to nie wiedza jest dla mnie dużą przeszkodą, bo to - wydaje mi się - szybko chłonę. Problemem jest, że nie posiadam żadnych umiejętności praktycznych. Nie wiem nawet, czy mam tu na kogo zwalić winę. Szkoła oczywiście nie uczy nas niczego praktycznego, a jedynie suchej teorii, jednak wielu moich rówieśników coś potrafi. Tylko ja jestem czarną owcą. Niedługo wchodzę w dorosłość, a niektórzy młodsi ode mnie potrafią więcej, niż ja będę kiedykolwiek. Czy denerwuje mnie to? Trochę, ale znacznie bardziej po prostu zasmuca. Chciałbym coś umieć, naprawdę chciałbym, ale jak? Jak mam coś umieć, kiedy nikt nie chce mnie niczego nauczyć? Nawet pisania sam się właściwie uczyłem i w duchu tym jakoś usprawiedliwiam swoje grafomaństwo.
Czuję się jak Pierrot. Właściwie nie mam dużo powodów do zamartwiania się. Wszyscy w domu względnie zdrowi, włącznie ze mną. Nie mam poważnych problemów finansowych, nie umarło mi żadne zwierzątko. Ostatnio poznaję samych fantastycznych ludzi, czuję jakby moje oczy się otwierały... ale przez to tak bardzo widzę, jak sam jestem nieidealny. Jakby całe moje ciało składało się z pięt Achillesowych. Może trochę dramatyzuję... mam taką nadzieję, ale coś gdzieś głęboko mi mówi, że tak naprawdę po prostu naszła mnie chwila szczerości wobec samego siebie.
Jeśli dotrwaliście do końca... nie mogę powiedzieć niczego innego, niż dziękuję. Udostępniam ten świetnym utwór z dedykacją dla was... przynajmniej póki Acta 2.0 i tego nam nie odbiorą :')
środa, 20 czerwca 2018
Wolnomyślarstwo
Nie wiem czy zdają sobie państwo sprawę, ale tak naprawdę ostatni wpis miał miejsce w zeszłym miesiącu (minus kilka dni). 10 czerwca miał się pojawić wiersz dedykowany Kaczmarskiemu, więc co się zmieniło? Dlaczego ostatnio mało pisałem oraz o czym zamierzam pisać dalej? Wydaje mi się, że zrobiłem sobie nieco zbyt długą przerwę od pisania i czas wrócić do tego. Nie jest to nawet obowiązek, traktuję to jako łączenie przyjemnego z pożytecznym. Zacznijmy od początku, czyli dlaczego nie wrzuciłem jednak tekstu o Kaczmarskim?
Zacznę od tego, że twórczość Kaczmarskiego zawsze mnie fascynowała. Gdy byłem młodszy, nie wiedziałem za dużo o nim samym, nie znałem wielu jego utworów i żyłem w pewnej nieświadomości. Teraz, gdy jestem starszy i wiem o nim więcej, nadal się nim interesuje oraz znam zdecydowanie więcej jego utworów. Jego muzyka jest na pewien sposób wyjątkowa. Nie znajdziecie ani jednego utworu Kaczmarskiego, który mówiłby o samej tylko miłości, szczęściu, czy tego podobnych sprawach. Uparci mogliby kłócić się ze mną, że np. "Mufka" jest utworem, który można traktować jako coś o miłości, ale tak naprawdę bardziej przypomina opowieść gwałtu, niż zdrową relację między ludźmi. Długo szukałem u Kaczmarskiego takich właśnie utworów, ale nie znalazłem żadnego, chociaż wydawało mi się, że byłem dość staranny w moich poszukiwaniach. Jakie utwory tworzył Kaczmarski? Przede wszystkim takie dotyczące mniej lub bardziej aktualnych zagadnień związanych z historią lub filozofią, a niekiedy nawet teologią. Niektóre z jego utworów dotyczyły np. problemów jakie niósł za sobą komunizm oraz władza w państwach bloku wschodniego, inne mówiły o jego własnych problemach, prowadzonych przez niego bataliach z własnymi demonami. Gdy komuna już upadła, zaczął też tworzyć o swoim rozczarowaniu, które związane było z niekonsekwencją niektórych polityków. Kaczmarskiemu można wiele zarzucić. Można nazwać go alkoholikiem, bo owszem był nim w przeszłości. Można wypominać mu przeszłe błędy, takie jak przemoc w rodzinie. Niektórzy mogą nawet powiedzieć, że był arogancki. Są rzeczy, które przemawiają za poglądami tych osób. Ja jednak zawsze staram się dostrzec coś więcej i nie wydaje mi się, by jakiegokolwiek człowieka dało się po prostu określić "złym", chociaż zakładam, że większość osób czytających ten blog, jest tego świadoma. Kim więc był dla mnie Kaczmarski? Przede wszystkim był erudytą, idealistą i nonkonformistą. Erudytą był dlatego, że słuchając przynajmniej paru jego utworów, nietrudno zauważyć, że autor nawiązuje w nich do różnych wydarzeń i dysponuje bogatym słownictwem. Jego utwory nie skupiają się tylko na wielkich, znanych wydarzeniach, ale także na tych mniejszych, bardziej już zapomnianych. Czemu był idealistą? Wydaje mi się, że jego muzyka emanuje jego marzycielskim podejściem do rzeczywistości. Kaczmarski naprawdę wierzył, że może być lepiej i dlatego starał się uświadamiać ludzi, korzystając oczywiście z pośrednictwa muzyki w której potrafił się odnaleźć. Nonkonformizm również jest niezaprzeczalnie jego cechą. Nigdy nie chodził na kompromisy i wolał podążać własnymi ścieżkami, czym często nie zyskiwał sobie popularności. Jego spojrzenie na niektóre sprawy było wyjątkowe, oryginalne. Sam zaś będąc pod wielkim wrażeniem jego dzieł, chciałem napisać wiersz całkowicie poświęcony jego osobie. On sam tworzył wiele o różnych ludziach, czasem opisując ich przywary, a czasem skupiając się bardziej na zaletach, ale zawsze starał się zachować pewną dozę obiektywności. Skoro miałem powód, to czemu nie wrzuciłem? Czy nie miałem tekstu? Nie, tekst był, leżał sobie spokojnie, czekał na opublikowanie. Zatem jaki jest powód? Cóż, prawda jest taka, że poeta ze mnie mierny i nie wydało mi się właściwe honorować go w taki sposób. Pisać lubię i przestawać nie zamierzam. Tworzenie wierszy jest pewnym rodzajem samorealizacji. Lubię spisywać moje przemyślenia, a następnie dzielić się z nimi, nawet jeśli dla niektórych forma może być odpychająca. Jednak coś mi mówiło, że nie warto się spieszyć. Bardzo chętnie napiszę jeszcze o Kaczmarskim lub "słynnym" trio: Kaczmarski, Gintrowski, Łapiński, ale nie sądzę, że pośpiech byłby tutaj dobrym doradcą. Chociaż taki wiersz mógłby być pięknym prezentem, idealnym na rocznicę śmierci. Ale ilu ludzi tak naprawdę pamięta o tych panach lub kiedy umarli? Sam zdziwiłem się, gdy dowiedziałem się, jak niedawno zmarł Łapiński, ale ja nigdy nie byłem na bieżąco z celebrytami zarówno tymi bardziej, jak i mniej znanymi.
Teraz czemu mniej pisałem. Chciałbym powiedzieć, że miałem po prostu dużo na głowie, ale to nieprawda. Bardziej prawdziwym uzasadnieniem byłoby powiedzieć, że byłem tak szczęśliwy, że nie zauważyłem, jak płynie mi czas. Wszyscy wiemy, że szczęśliwi czasu nie liczą lub jak śpiewał Andrzej Rybiński "nie liczę godzin i lat". Ostatnio faktycznie mam więcej powodów do uśmiechu, ale nie to jest powodem. Prawda jest taka, że mi się nie chciało... Proste? Banalne! Mimo to nie przychodzi mi łatwo się przyznać. Wierzę, że artyści to wolne duchy, które kierują się intuicją i natchnieniem. Jednak wiem, że powinienem postować zdecydowanie regularniej. Nie mogę powiedzieć nic innego, niż "mea culpa". Postaram się poprawić i przynajmniej raz w tygodniu raczyć was jakimiś postami. Czasem zdarzy się wiersz, czasem proza, czasem coś jeszcze innego. Nadal mam w planach napisać to opowiadanie na podstawie waszych komentarzy i jeśli starczy mi siły, to postaram się skończyć je przed Nowym Rokiem ;) W najbliższym czasie planuję publikację prozy, która wpisuje się w poezję absurdu. Następnie... jeszcze nie wiem. Bardzo chciałbym napisać jakąś formę bardziej eseistyczną, ale boję się, czy na papierze wyjdzie to równie dobrze, co w mojej głowie. Na razie pozdrawiam was, dziękuję, jeśli poświęcacie czas, żeby przeczytać moje wypociny i obiecam, że dla was pocić się będę częściej. Wydaje mi się, że większość osób czytających bloga obserwuje moją stronę na Facebooku, ale i tak serdecznie zachęcam. Tam zawsze staram się pisać wszelkie ogłoszenia parafialne. https://www.facebook.com/Stalski-1557056811026506/
Życzę wszystkim radosnych i bezpiecznych wakacji :)
Życzę wszystkim radosnych i bezpiecznych wakacji :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


