środa, 24 lutego 2021

Ludzie i trupy

Stary dziad i mieszkał z żoną,
Co ją kochał całym sobą,
Miał ten jeden problem we wsi,
Że tam nikt się z nim nie pieści.

Raz ukradli mu sandały,
Bo samotnie sobie stały.
Popychali go na progu,
Bo nie padał do nóg bogu.

Kiedy zmarł i go chowali,
Dwaj grajkowie przygrywali.
Wdowa z boku, z papierosem,
Stała w czerni pod ukosem.

Ceremonia zakończona.
Ona tylko kota miała.
Zabił kota jakiś dzieciak,
więc bezkotna teraz Miecia.

Czasem przyjdzie zapomoga.
Nie pracuje lewa noga,
Poszłaby z tym do lekarza,
Lecz to problem inny stwarza...

Nikt jej nigdzie nie podwiezie,
Tylko miły sąsiad w fezie,
Czasem wpadnie się przywitać
I zapyta "Co tam słychać?"

Zrobi dla niej też zakupy,
Czasem wyczyści jej buty
I jak może, tak pomaga,
Choć go często męczy zgaga.

Kiedy zmarła starsza pani,
Przyszli ci, pięknie ubrani,
Którzy mieli ją za próchno,
Wtedy nikt na nią nie chuchnął.

Teraz kiedy była sztywna,
Zadziała się rzecz przedziwna!
Każdy ją wnet kochał "szczerze",
Lecz ja raczej w to nie wierzę.

Facet w fezie wywalony,
No bo nie miał polskiej żony.
Imigrantów nikt tu nie chce,
Gdyby chociaż przybył w kiecce...

Polityk podpisał wyrok,
Zanim zmoczył swoje wyro.
Wydalili "brudnych" z kraju,
Ale kat dostał udaru.

Gdy chowali polityka,
Dziecko nie miało nocnika,
Lecz polityk jest ważniejszy.
Dzieciak żyje, więc nie pierwszy.

Trumnę chętnie mu złocili,
Chwilą ciszy go uczcili,
Dzieciak zaś nie wykitował,
Może będzie z niego kowal?

Trupek pada dla pieniędzy,
Każdy inny żyje w nędzy.
Po co szczęście mieć za życia?
Nie dość ci próżnego tycia?

Dzieciak pogrzebał marzenia,
Lecz dostąpić mógł zbawienia.
Co nam z tego, że z tych kości,
Nie wykrzeszesz już radości?

Kto nie żyje, ten nie żyje,
A kto żyje, chce żyć jeszcze...
Poza mną i nielicznymi,
Którzy sobą się zniszczyli.

czwartek, 28 stycznia 2021

Styczniowa noc

Ścieram krwi plamy,
Kulejąc po korytarzach.

Tnę się po stopach,
Bo nie chcę śladu bandaża.

I tak spróbuję też dłoni,
Lecz później to pożałuję.

Myślę, sam nie wiem o czym,
Lecz robię to z własnej winy.

A kiedy to robię,
Czuję się prawie prawdziwy.

Czy śnieg za oknem prószy?
Wnet skażę jego biel czerwienią.

Odcinam swe ciało nożem?
Czemu?
I ja tego nie rozumiem.

wtorek, 1 grudnia 2020

Praworządna, normalna Polska na rok 2020

Tylko chcemy

Bić kobiety...

Nie ma w tym niczego złego,

Więc odpierdol się kolego!


Unia o "praworządności"...

My nie chcemy takich gości.

Naprószymy gazem w oczy,

A mniej pewnie będziesz kroczył.


Nienawidzę też lewactwa,

Dokonuje świętokradztwa.

Jezus zmarł zaś właśnie po to,

Byś jak my mógł być idiotą.


Prawicowcy moje ziomki,

Choć czasem chodzą niemyci.

Polskę zaś kochają szczerze,

Jak kobietę naród pierze.


Życie chronić od poczęcia.

Jebać żywe niemowlęcia.

Człowiek warty jest tak wiele

Jak poranna msza w kościele.


Jeśli wyrośnie na geja,

Wtedy mordę się mu skleja.

Wrogów znowu wypędzimy,

Węglem rozpalimy zimy.


Polak wygra, choć przegrywa.

Niech prostuje się już krzywa!

Media mówią samą prawdę,

Tylko ja jestem dziwadłem.


piątek, 11 września 2020

Wszystko jest relatywne

Wszystko jest subiektywne.
Nie ma jednej definicji piękna.

Piękna może być zatem kupa na dnie sedesu,
Otoczona słomkowym morzem,
Spuszczona do rzeki,
Pełna nasionek, kosteczek i innego syfu.

Piękna może być kropla spermy,
Która spływa z mojej dłoni po moim nadgarstku.
Robi to niczym łza wypływająca z policzka.
Gorsza, bo nieco mętna? 
Zostawiłbym ją na trochę, lecz nie mogę.
Chodzenie ze spermą na ręce to faux pas nawet w kręgach,
Gdzie ja się obracam.

Piękna może być zatem plama po kawie
Albo krwi, bo jaka właściwie jest w praktyce różnica?
Pozostawiona na pościeli,
Której nic nie wybieli...

Piękna może być także śmierć,
Ale pomimo całego turpizmu tekstów,
Ten temat ciągle zdaje się być tabu.
Marzę o dniu, gdy przestaniemy pętać anioły do ziemi.

Piękna nie może być tylko moja sztuka,
Moja twarz, mój charakter i cała moja osoba.
Nic co zrobię nigdy nie będzie jawiło się jako piękne
I jest to jedyna obiektywna definicja piękna.

sobota, 30 maja 2020

Epitafium dla Georga Floyda

Prawie milion ich było,
Dom wybudowali.
Chociaż ich przymuszono,
Nie poprzestawali.

Przeżyli wiele złego,
Sporo wycierpieli,
Niczym Jezus na krzyżu,
Lecz pełni nadziei!

Wolność im dawkowali,
Widzieli w nich zagrożenie,
A nie biednych ludzi.
W końcu się udało.

Jednak ich walka trwa nadal,
Wciąż się nie skończyła,
Choć im Lincoln prawa nadał,
A Luther po wieku miał dokończyć dzieła.

Ofiarami są niesprawiedliwości,
Policyjna bezkarność
Dziś im łamie kości.
Rośnij solidarność!

George Floyd był człowiekiem
I choć go zamęczyli,
Tego odebrać nie mogą,
Czas na ferwor chwili!

Prezydent dziś chce strzelać do obywateli,
Śmierć oraz destrukcja na ulicach ścieli...
George Floyd nie był zwykłym wichrzycielem,
Więc może ty też nie bądź aż takim skurwielem.

poniedziałek, 18 maja 2020

Nie pytają Nas o imię

Tak nie pachnie saska kępa,
Zapach ten bliższy benzynie.
Kto tak kaszle i kto stęka?
Człowiek, który wolno ginie.

Sracie na nas z uśmiechami.
Kto pamięta dzisiaj jeszcze,
Gdy stawaliśmy za wami?
W jednym wersie bólu swego nie pomieszczę...

Te szachrajstwa i nieprawdy
Odmieniły waszą mowę,
Ale nawet człowiek słaby
Wkrótce sam się o tym dowie.

Nie możecie wiecznie kłamać,
Więc przyznajcie się do winy,
Miejcie odrobinę godności,
Zanim my was powiesimy.

To nie ostry cień przed wami,
Lecz rodaków wściekłe tłumy.
Serce moje może krwawi,
Jednak dzisiaj umrzesz Ty!

poniedziałek, 11 maja 2020

„Obrazy pokoleń w rozmaitych tekstach kultury”


„Każde pokolenie ma własny czas” śpiewał wokalista zespołu Kombii. Te proste słowa celnie oddają pewne zjawisko istniejące od zarania dziejów. Pokolenia różnią się od siebie. Nie ma w tym stwierdzeniu niczego szczególnie zaskakującego i odkrywczego. Ten oczywisty truizm wynika z faktu, że wszyscy rodzimy się, wychowujemy i żyjemy w innym czasie (nawet jeśli pozornie równolegle). Ludzi dawno temu kształtowały zupełnie inne czynniki od obecnie panujących. Wraz z dynamicznie rozwijającym się światem, błyskawicznie zmieniają się panujące trendy i w rezultacie ludzie. Czasem nawet młode pokolenia mają problem z nadążeniem za własnym rocznikiem. Poza tym występują oczywiste tarcia pokoleniowe. Konflikt jest zrozumiały. Zgodnie z filozofią heglowską dochodzi do starcia tezy z antytezą z czego wynika później synteza – nowy ład. Proces ten zachodzi stale i nieprzerwanie. Kiedyś Sokrates wypominał swoim uczniom, że książki są zbyt wielkim ułatwieniem, dzisiaj podobnie czyni się podczas rozmowy o komputerach albo internecie. Jak jednak pisarze opisywali tak szeroką i istotną z punktu widzenia socjologii grupę, jaką są pokolenia?
„Tango” Sławomira Mrożka jest pierwszym utworem, który przychodzi mi na myśl, kiedy myślę o ukazywaniu pokoleń w tekstach kultury. Ów dramat skupia się na trzech generacjach występujących w obrębie jednej rodziny. Każda z postaci ma własny, unikalny „głos”, lecz jednocześnie na kształtowanie się jej tożsamości ma wpływ pokolenie z którego się wywodzi. W związku z różnicami w mentalności pomiędzy domownikami, dochodzi ostatecznie do starcia. Generacja najstarszych (reprezentowana w dramacie przez Eugeniusza oraz Eugenię) i najmłodszych (z której wywodzi się Artur) domowników zawiera sekretny sojusz. Obydwie generacje mają dość dominacji pokolenia średniego. Ich współpraca jest tymczasowa. Początkowy sojusz rozpada się, kiedy Artur stwierdza, że nie mogą wykreować wspólnego systemu i postanawia narzucić swój dyktat. Człowiek staroświecki nawet z korelującymi celami, nie jest w stanie dokonać rewolucji nowoczesnej, a uwstecznienie nie satysfakcjonuje nikogo poza starymi sentymentalistami. Artur chce formować przyszłość na swoich zasadach bez niczyjej pomocy lub ingerencji. Ulega radykalizacji. Ostatecznie nie udaje mu się osiągnąć celu. Triumfuje osoba spoza walki pokoleń – Edek, który wykorzystuje sprzyjającą sytuację, żeby narzucić swój dyktat. Wszystkie pokolenia są poróżnione, nie potrafią się zjednoczyć. Zbyt uparcie dążą do realizacji własnych ideałów, żeby wypracować jakikolwiek konsesus. Wizja Mrożka może wydawać się bardzo pesymistyczna, gdyż dobitnie ukazuje maleńkość człowieka, a nawet całej grupy, wobec poważnych zagrożeń.
Innym przykładem utworu traktującego o różnicach pokoleniowych jest „Lalka” Bolesława Prusa. Autor w powieści opisuje realia dziewiętnastowiecznej Warszawy. Początkowo utwór miał zostać zatytułowany „Trzy pokolenia”, co wskazuje na zamysł pisarza przy kreacji świata przedstawionego i bohaterów. Prus w swojej powieści celnie charakteryzuje problemy socjologiczne współczesnych mu czasów. Pokolenia diametralnie różnią się między sobą. Rzecki reprezentuje generację dawnych indealistów, co objawia się między innymi w jego romantycznym spojrzeniu na świat oraz bezkrytycznym bonapartyzmie. Młode pokolenie (reprezentowane przez Ochockiego) stoi w opozycji do starych wartości. W rozumieniu heglowskim ci pozytywistyczni idealiści naukowi są antytezą dawnego ładu. W najgorszym położeniu znajduje się pokolenie przejściowe do którego należy Stanisław Wokulski. Są oni rozdarci pomiędzy ideałami romantycznymi a pozytywistycznymi. Żyją w tym świecie, lecz chociaż go zdominowali, mają wrażenie, że stworzyła go przeszła generacja, a odmieni nowa. Wewnętrzny niepokój sprawia, że ciągle czegoś szukają, lecz nie mogą osiągnąć ostatecznie satysfakcji lub jakiejkolwiek stałej namiastki zaspokojenia. Wizja ta pod paroma względami odbiega od tej wykreowanej w dramacie Mrożka, gdyż nie ma sojuszu między starym i nowym pokoleniem, jest natomiast wielka konfuzja generacji środka.
Znacznie inaczej i przewrotnie obraz pokoleń w „Moralności pani Dulskiej” kreuje Gabriela Zapolska. Konflikt pomiędzy generacjami jest wyraźny od samego początku dramatu. W tej tragifarsie następują nieustanne tarcia pomiędzy panią Dulską, a jej synem – Zbyszkiem. Młody Dulski jest osobą butną, która sprzeciwia się porządkowi, który usiłuje utrzymać jego matka. Ma dość jej kołtuństwa i moralności na pokaz. Jest zdeterminowany, żeby przerwać ten krąg zakłamania wskutek swojej jednostkowej rewolucji. Cechuje go młodzieńcza naiwność, która sprawia, że przecenia swoje własne siły. Zdaje mu się, że może sam jeden zakończyć sztuczną, mieszczańską moralność. Wraz z rozwojem akcji okazuje się jednak, że bunt jest niemożliwy. Kiedy dowiedział się, że zaciążył służkę, chciał koniecznie wziąć z nią ślub (motywował go przede wszystkim sprzeciw matki). Zmienił zdanie, ponieważ zabrakło mu odwagi, gdy usłyszał, że wskutek tej decyzji nie dostanie już żadnych pieniędzy. Wygrywa oportunistyczna natura Zbyszka, która okazuje się nie różnić w rzeczywistości od maniery jego matki. Potwierdza się fakt, że nie da się być innym niż społeczeństwo, w którym się dorosło.
Ostatecznie ciężko jednoznacznie zdefiniować co kieruje konfliktem pokoleń, można jednak jednoznacznie stwierdzić, że ów istnieje. Nieważne kto walczy i o co, zawsze zmusza to do reakcji pozostałe generacje. Nie mogą być one ze sobą w pełni kompatybilne (na co wskazują Bolesław Prus i Sławomir Mrożek), gdyż ich sytuacja jest diametralnie inna, lecz w rzeczywistości pod powierzchowną warstwą różnic kryje się wiele podobieństw (co zauważa w swoim dramacie Gabriela Zapolska). Bunt jest dla młodych naturalnych, a starzy w związku z tym zmuszeni są przejść do defensywy. Później ci młodzi idealiści sami stają się obrońcami ukształtowanej w efekcie swojej walki rzeczywistości, aż sami nie przeminą, a wtedy zastępuje ich następna generacja. Proces ten jest naturalny i nieuchronny. Koresponduje z (przywołaną przeze mnie parokrotnie) koncepcją heglowską. Świat nie znosi stagnacji, a pokolenia będą nieustannie generować kolejne konflikty.